Wyzwanie – Krystyna Starczewska

Zrywaj zastygłe maski z pustki własnej twarzy,
zdzieraj je, jedna po drugiej,
jak bandaże wrośnięte w ropiejącą ranę.

Nie myśl, nie lituj się nad sobą,
nie wahaj się ani przez chwilę. Wyrzucaj je bez żalu
na wielkie śmietnisko pozorów.
Więc najpierw tę, którą przyprawiło ci twoje różowe dzieciństwo – słoneczną maskę niewinności.

Potem tę, którą dostałeś
dla otarcia łez, po bólu pierwszych zranień,
budzącą współczucie rzewną maskę pokrzywdzenia.

Potem tę, którą wkładasz uroczyście,
gdy chcesz przejść czysty wśród brudnego tłumu –
surową maskę moralnej słuszności.

Potem tę, którą nosisz tylko od święta,
w chwilach gdy dotyka cię palec losu –
dramatyczną maskę rozpaczy.

I tę poważną maskę wiecznej młodości,
którą przechowujesz mimo mijających lat.

I heroiczną maskę buntu, i łagodną maskę rezygnacji,
i ujmującą maskę życzliwości, i tę skromnie obłudną
maskę talentów i wykształcenia.

Zrywaj bezlitośnie ze swojej twarzy
przyschłe maski pozoru – a więc i te, które
przywłaszczyłeś sobie ze świętych obcowania,
maskę dobroci i wybaczenia.

Aż odsłoni się niema pustka twojej twarzy,
gładkim lustrem cichego jeziora
odbijając biel obłoków
i błękit nieba.

I dopiero wtedy, być może,
zatrzymany na mgnienie
cień przelatującej ważki
powie ci – kim jesteś.

Dodaj komentarz