Bliskie spotkania z lasem, czyli wystawa Forest Forever

Nieco ponad rok temu przeczytałam z nią wywiad. I zakochałam się w jej widzeniu świata. Myślałam, że chciałabym ją poznać, co wcale nie było trudne, bo kiedy do niej napisałam na Facebooku pełna zachwytu nad jej projektami, zaprosiła mnie do swojej pracowni na Saskiej Kępie. Ale stchórzyłam, bo musicie wiedzieć, że jestem nieśmiała z natury. No jakże to tak wpraszać się artystce do domu, bo mi się po prostu zachciało oglądać jej prace. A te prace… to lasy w szkle. A ta artystka to Justyna Stoszek, Forest Forever. Dla której tworzenie lasu jest jak medytacja.

To było jeszcze przed tym boomem na lasy w słoikach, które Justyna Stoszek nazywa „kiszonkami”. A we mnie się krew gotuje, kiedy czytam, że wśród firm produkujących lasy w słoikach jest m.in. Forest Forever. (Serio, taki tekst znalazłam w Internecie.) Litości! Ani firma, ani produkcja, ani wspólnota założeń, ani nic z tych rzeczy! Lasy Justyny są żywymi rzeźbami i stoi za nimi zupełnie inna filozofia. Nie są to kompozycje powstające w jeden dzień ani masowa produkcja. Za każdą stoją tygodnie, a nawet miesiące uważnej pracy, pełnej szacunku i pokory wobec tego, co lubią te konkretnie rośliny, jak czują się ze sobą i jak aklimatyzują się w szkle… Tak, to może być medytacja.

Wystawa Forest Forever – natura w objęciach kultury

Aż tu nagle… wystawa. W Warszawie (z której artystka wyprowadziła się w międzyczasie – a jakże – do lasu). Tej okazji już nie mogłam przepuścić i w sobotę, 14 kwietnia, pognałam na 18:00 do Galerii Alicji Stańskiej w Alejach Jerozolimskich 47 na wernisaż. Samo centrum miasta. A w tym centrum wielkomiejskiego życia, zasłonięte tego dnia przed okiem przechodniów… samo serce lasu. Wyłaniało się z mroku i z dymów, właściwie wiele serc, każde bijące swoim własnym zielonym życiem. Każde z nich oświetlone własnym światłem, wydobywającym z mroku szczegóły: listki, gałęzie, łodyżki mchu. Każde zapraszające do kontemplacji chwila po chwili, milimetr po milimetrze tego mikroświata zamkniętego w przepięknym, niepowtarzalnym szkle – kapsułach o oryginalnych kształtach, wykonanych specjalnie na potrzeby tego projektu. Wiele z tych kapsuł zostało wkomponowanych w konary, po których „spływają” wielkie szklane krople leśnych rzeźb. Objęcie. Współpraca. Synergia. Wspólnota. Natura i kultura, których wzajemne napięcia zawsze mnie fascynowały, w tych rzeźbach doskonale się dopełniają.

No i tu właśnie czas napisać o filozofii artystki. Te rzeźby nie są wyrazem opanowania natury i władzy nad nią. Są wyrazem hołdu i szacunku. W otoczeniu leśnych kapsuł jakoś szczególnie poruszyła mnie ogólnie znana prawda, wypowiedziana przez Justynę Stoszek: rośliny mogą żyć bez nas, ale my bez nich nie. Zwykły biologiczny fakt. Niezwykłe metafizyczne przesłanie. Dlatego kiedy pochylałam się nad kolejnymi kapsułami pełnymi dostojnego życia roślin, czułam ogromne wzruszenie. I wdzięczność. Fascinosum et tremendum.

Kapsuła z lasem.

Forest Forever – Galadriela wśród lasów Lorien

Sama Justyna też okazała się fascynująca. Nie tylko dzięki leśnym opowieściom, które snuła przed gośćmi, ale w samym swoim image’u. Na wernisażu wystąpiła w sukni, która natychmiast wywołała we mnie skojarzenia ze światem Władcy Pierścieni. No, oczywiście. Galadriela w swoim Lothlorien. A może jej kuzynka w bliźniaczym lesie nie odkrytym przez Tolkiena, bo jednak z ciemnymi włosami.

Na swojej stronie pisze: „Otaczam się butlami wypełnionymi zielenią, to przywraca we mnie stan wewnętrznej równowagi. Nie pozwala zapomnieć. I nie chodzi tu tylko o zieleń, naturę, lasy, które trzeba chronić. Chodzi o ochronę mojej własnej wrażliwości.
Stworzenie miniaturowego ekosystemu jest bardzo pracochłonne, wymaga wiele czasu, ogromnej uważności i cierpliwości, jest swoistą medytacją. Moje Lasy mówią o mnie. Pokazują to, czego nie widać na pierwszy rzut oka. To, czego większość ludzi we mnie nie zauważa. Pokazują moją delikatność, a może nawet kruchość. To, że potrafię być cierpliwa, pracowita i wytrwała. Ten las to sekret, cząstka mojego dzieciństwa – mojego najważniejszego dziedzictwa. Kiedy sadzę las, jestem blisko siebie. Lasy w butlach, miniaturowe samowystarczalne ekosystemy pokazują, że natura doskonale poradzi sobie bez nas. My bez niej nie.”

Justyna Stoszek z jedną ze swoich kapsuł. Na ścianach obrazy artystki.

W poszukiwaniu wrażliwości

To spotkanie z Justyną Stoszek i jej lasami poruszyło we mnie mnóstwo emocji. Wspaniałość natury często potrafi odsłonić przed nami samymi pokłady wrażliwości, o które się nie podejrzewaliśmy. Podobnie jest ze sztuką, jeśli wejdziemy z nią w prawdziwy, intymny kontakt. A tu mamy sztukę w służbie natury, więc mnie do głębi „i zachwyca, i wzrusza, i wstrząsa”, idąc za myślą Tatarkiewicza.

Jednocześnie skala tych obiektów, pozwalająca przyjrzeć się szczegółom i zapraszająca wręcz do tego, po raz kolejny uświadomiła mi to, co przecież wiem, jako praktyk mindfulness, ale o czym wciąż na co dzień zapominam: wszystko może być obiektem kontemplacji: kocia łapa, kubek po babci, Twoja własna dłoń i rysy na murze. Jeśli tylko przyjrzysz się odpowiednio uważnie, bez uprzedzeń, bez pychy, która mówi, że już to znasz… możesz nawet w najprostszych przedmiotach dostrzec głębię i odnaleźć ścieżkę do wewnętrznego spokoju. Las samym swoim istnieniem może nas „nakarmić” na bardzo wielu poziomach. Ale jeśli dziś nie możesz iść do lasu, zatrzymaj się chociaż przy tym drzewie, które rośnie przed Twoim blokiem. Zatrzymaj się i patrz.


Ps. Aha, nie napisałam do kiedy wystawa. A to dlatego, że nie wiadomo. To zależy od lasów. Długa droga do Warszawy zmęczyła je, aż się całe spociły. Ale zaaklimatyzowały się w galerii. Nie wiadomo jednak, jak długo będzie się im tam podobać, więc lepiej się pospieszcie!

Być może zainteresuje Cię też mój wcześniejszy artykuł „Kontakt z naturą – lekcja uważności.”