Uważne sprzątanie, czyli po co Ci właściwie ten porządek

Święta Wielkanocne tuż tuż, a ja zamiast zaangażować się w wiosenne porządki, postanowiłam o nich napisać. 😉 Głównie dlatego, że zdarza się wielu z nas – mnie też się zdarzało! – wpadać w jakiś przedświąteczny amok, skłaniający nas do wywracania domu do góry nogami, jakbyśmy rzeczywiście sprzątali w nim dwa razy do roku. Dlatego po internecie znów krążą obrazki tego typu:

…które dają do myślenia, o co właściwie w tych (czy innych) świętach chodzi. I nawet jeśli traktujesz Wielkanoc niereligijnie, jako „wiosenne święta”, to czy serio marzysz o świętowaniu wytrzepanych dywanów i kurzu wytartego z karnisza?… Czy to są Twoje główne wartości?

Porządek w wartościach

Dlatego skoro już mowa o porządkach, to zachęcam Cię przede wszystkim do zrobienia ich w swoich wartościach. Dlaczego TO robisz? Dlaczego teraz właśnie zmieniasz zasłony, myjesz te nieszczęsne okna czy robisz mazurki? Dlatego, że zawsze się tak robiło w Twoim domu czy dlatego, że: lubisz zapach świeżości w domu, a wiosna kojarzy Ci się ze świeżością LUB bo teraz przeszkadzają Ci brudne okna, bo słońce mocniej je oświeca i już nie widzisz, jak pięknie jest na świecie 😉 LUB Tobie nie przeszkadzają, ale żonie bardzo, a Ty kochasz swoją żonę LUB ważna jest dla Ciebie rodzina, która lubi mazurki, a Ty kochasz piec ciasta, albo nawet i nie, ale jeśli Ci pomogą, to chętnie to zrobisz… Co stoi za tym, co robisz? Jakie wartości?… Nie zrozum mnie źle: nie występuję przeciwko tradycji. Ale tradycja pozostaje żywa, dopóki – no, właśnie – jest nośnikiem wartości. Robienie czegoś w jakiś sposób, bo „zawsze tak było”, bez zrozumienia sensu tego przekazu (łacińskie słowo „traditio” oznacza właśnie „przekaz, przekazywanie czegoś”) prowadzi nas na manowce pustych rytuałów. Żeby sprawdzić, o co Ci właściwie chodzi w danej czynności, możesz spróbować sobie wyobrazić, że tego nie robisz: co byś stracił/-a? A co zyskał/-a? Warto zwrócić uwagę jeszcze na jedną pułapkę (w którą częściej niewątpliwie pakują się kobiety): wydaje nam się, że robimy to dla rodziny, że w ten sposób okazujemy miłość naszym najbliższym… i nie zauważamy, nie słyszymy nawet, gdy to mówią cicho lub całkiem głośno: że tego nie chcą; że wolą, żebyś usiadła i pogadała z nimi; że chociaż Twoje mazurki są najlepsze w województwie, to wolą mieć taki ze sklepu, bylebyś nie była tak styrana podczas świąt… Jeśli Wam się wydaje, że takie sytuacje się już nie zdarzają, bo teraz to już tylko równouprawnienie i kobiety świadome siebie na 260%, to… rozejrzyjcie się dobrze wokół Was.

Porządek w emocjach

Kiedy myślę o sprzątaniu w kategoriach uważności, to przychodzi mi na myśl „Magia sprzątania” Marie Kondo. Kiedy czytałam tę książkę, mocno kręciłam głową z niedowierzaniem, bo autorka wydawała mi się niegroźną wariatką, dla której sprzątanie stało się obsesją. Nadawać taką rangę porządkowaniu przestrzeni? I do tego jeszcze gadać z rzeczami?! Dziękuję, postoję. Jednak… choć sama jestem osobą raczej nieporządną (a może właśnie dlatego), doświadczam mocno faktu, że im większy mam porządek wokół siebie, w swoich rzeczach, tym większy spokój mam w sobie. Im mniej zagracona jest przestrzeń, w której przebywam, tym większa przestrzeń jest też w mojej głowie. Ba, sama przecież uczę na lekcjach wiedzy o kulturze, że przestrzeń oddziałuje na człowieka. Zatem – wracając do wartości – tak ujęte sprzątanie może być niezwykle wartościowe, bo porządkowanie przestrzeni staje się aktem dbania o siebie na całkiem głębokim poziomie! Umyślnie piszę o dbaniu o SIEBIE, bo porządkowanie przestrzeni należącej do innych domowników w tym kontekście może zostać odebrane jako gwałt. Nie sądzisz?

Ale miało być o emocjach. Otóż Marie Kondo zachęca do szczególnej „rozmowy z rzeczami”. Brzmi dziwacznie, ale stoi za tym dość głębokie przesłanie, aby badać swoje emocje związane z przedmiotami. KonMarie pyta: „Czy ta rzecz daje ci radość?” Uważaj, czy TERAZ daje Ci radość! Pewnie dała Ci ją, kiedy ją kupowałeś/-łaś czy dostałeś/-łaś, ale teraz? Jeśli nie, pozbądź się jej! Pozbywanie się rzeczy u Marie Kondo związane jest z praktyką wdzięczności: podziękuj tej rzeczy za radość, którą Ci kiedyś dawała. Kiedy się wgryziemy w tę ideę, odsłoni nam swoją głębię: badaj swoje emocje związane z przedmiotami i bądź wdzięczny/-a za to, co masz i za to, co Ci dały te rzeczy, które masz. Spójrzmy na to z tej strony: wielu z nas gromadzi przedmioty. Kiedy spojrzymy prawdzie w oczy, okazuje się, że wielu z tych rzeczy już nie potrzebujemy, ale trzymamy je, bo… tak naprawdę są rezerwuarem wspomnień LUB przywiązuje nas do nich poczucie winy (np. dałem/-łam za to kupę kasy, to na pewno tego użyję!) LUB wiąże nas z nimi lęk przed niedostatkiem (a co jeśli kiedyś jednak będę tego potrzebować?! – tu prym wiodą wszelkie „przydasie”) itp. Stąd pytanie o emocje, które stoją za przedmiotami czy też raczej za naszym przywiązaniem do nich. Uświadomienie ich sobie sprawi, że prędzej czy później przestaną nas pętać, a praktyka wdzięczności pozwoli nam pozbyć się wielu z tych rzeczy jeszcze łatwiej. Sprzątanie w duchu KonMarie może więc się stać sprzątaniem… medytacyjnym, bo wchodzimy dzięki niemu w prawdę o sobie, o naszych emocjach, lękach, przekonaniach, przywiązaniach… To nie jest sprzątanie na szybko, byle tylko wszystko gdzieś bezrefleksyjnie „upchnąć” i uładzić z wierzchu. Takie sprzątanie może się przerodzić w przygodę!

Uważne sprzątanie jako przygoda

Moja Mama chomikowała rzeczy i odziedziczyłam to po niej. Jednak pod koniec życia nie wyrzucała już niczego i mieszkanie było dziko zagracone. Nie poradziłabym sobie z tym sama (zwłaszcza, że dochodziły tu emocje związane z jej odejściem) i pomagał mi M. Stał nade mną i pytał: „A co to jest?”, „A po co ci to?” Pytał, żeby się dowiedzieć, a nie żeby nafukać, że przechowuję niepotrzebne rzeczy. I dzięki niemu musiałam sobie na te bardzo mindfulnessowe pytania ciągle odpowiadać. Co to właściwie jest? Po co mi to jest? Co mi to „robi”? Czasami zdarzało się, że udzielałam długiej odpowiedzi na pytanie: „Po co ci to?”, po czym w głębi duszy uznawałam, że mnie samej ta odpowiedź nie przekonuje i dana rzecz – już „omówiona” i otulona wdzięcznością oraz wspomnieniami – lądowała na śmietniku. Inne rzeczy musiały ze mną zostać jeszcze kilka miesięcy, żebym była gotowa się z nimi rozstać. I wcale nie zamierzam napisać, że ten proces był dla mnie łatwy (właściwie to trwa on nadal). Jednak uwalnianie się od rzeczy jest dla mnie baaardzo uwalniające. Nigdy raczej nie zostanę minimalistką pełną gębą, ale odzyskiwanie przestrzeni życiowej dało mi mnóstwo energii i na stałe zmieniło mój sposób patrzenia na przedmioty.

Piszę o tym teraz, w czasie przedświątecznym, bo budzi się we mnie taka refleksja: a jak by to było, gdyby porządki – te duże i małe – z męczącego obowiązku przemienić choć trochę w akt szacunku i wdzięczności? Może wręcz miłości? Wdzięczności za to, że mamy dom, jego wyposażenie, związane z nim wspomnienia… Szacunku do tych przedmiotów, które nam służą, do naszej własnej pracy, której są owocem… Miłości do siebie, rodziny, przyjaciół, którzy będą z tej przestrzeni, mebli, zastawy etc korzystać… Jak Ci się wydaje? Czy to zbyt idealistyczne?…

 


 

Jeśli Cię interesuje, jak można wprowadzać mindfulness do codziennych czynności, zajrzyj koniecznie do artykułów:
20 sposobów na uważność w codzienności (cz. 1);
20 sposobów na uważność w codzienności (cz. 2).