Share Week 2018, czyli podzielmy się blogiem

Już drugi tydzień męczę się z decyzją, czy wziąć udział w Share Week 2018, czyli akcji organizowanej corocznie przez Andrzeja Tucholskiego, w której blogerzy polecają innych blogerów. Skąd te męki? Ano stąd, że z jednej strony przecież nie cierpię blogów 😉 i naprawdę czytam ich mało i nieregularnie, z drugiej jestem raczej niestała w blogowych sympatiach, z trzeciej jednak… no, właśnie: pisząc artykuł na pierwsze urodziny Stacji, miałam w sobie dużo wdzięczności dla wielu blogerów, którzy mnie wsparli w taki lub inny sposób – czasem nawet zupełnie nieświadomie. I tak mi się myślało, że trzeba by jakoś kiedyś może podziękować. No a czy może być lepsza okazja niż Share Week?

Niestety, kiedy zaczęłam już myśleć poważnie o tym wpisie, okazało się, że niezwykle trudno mi wybrać – zgodnie z zasadami – TE trzy blogi. No bo ten ma wiele fajnych treści, ale nie do końca „mój”… a tamten ma tych treści za mało, a inny jest świetny, ale tylko kiedy np. robisz stronę www, a potem już spokojnie mógłby nie istnieć. I wtedy postanowiłam zrobić eksperyment myślowy i wyobrazić sobie, że cały internet przestałby nagle funkcjonować… Jakich miejsc w sieci zabrakłoby mi najbardziej?

„Blogosfera jest kobietą”

Taką właśnie złotą myśl sformułował Andrzej Tucholski, analizując dotychczasowe wyniki Share Week’ów. Dla mnie nie tylko jest kobietą, ale ma konkretną twarz Oli Budzyńskiej, Pani Swojego Czasu. Prawie wszystkie moje blogowe ścieżki prowadzą w jakiś sposób do lub od Oli. Podziwiam ją za jej naturalność, w tym umiejętność przyznawania się do słabości i błędów, za jej energię, za ciągle nowe pomysły, za sposób budowania marki osobistej, wreszcie – oczywiście – za zorganizowanie i konsekwencję w działaniu. Uwielbiam jej uśmiech, jej korale, jej głos i cały image. Całą jej Olowatość. To chyba jedyna blogerka, o której gadamy z koleżankami w pracy (no, dobra, z jedną koleżanką – hej, Kasiu!): „A słyszałaś, co Ola Budzyńska znowu wymyśliła?…”

ALE właśnie dlatego, że Ola jest już tak znana i ma swoje miejsce w zeszłych Share Week’ach, nie stawiam jej na podium, tylko nad nim. 😉 Choć tak, gdyby wybuchły internety, Pani Swojego Czasu z pewnością byłoby mi szkoda.

Gdyby jednak wybuchły internety…

…to byłoby mi szkoda nie tych, którzy dostarczają mi największej wiedzy, ale tych, którzy dostarczają mi największych przeżyć. I to było dla mnie moje wielkie prywatne odkrycie.

Dlatego moje nominacje do Share Week 2018 wyglądają tak:

1. Janina Daily – Najmilsza strona internetu – Janina Bąk

OK, Janina już wskoczyła na shareweekowe podium w zeszłym roku i to z takim impetem, który aż zadziwia, biorąc pod uwagę jej ogólnie znaną niechęć do (choćby najszerzej rozumianego) sportu. Ale żeby nie było, że to jakaś pomyłka – nomen omen – statystyczna, to ja jeszcze w tym roku będę na nią głosować i opłacę całą klakę fok, żeby biła jej brawo.

Za co? Za to, że wszystko, co Janina opisze, zamienia się w plusz. Za porażająco inteligentne poczucie humoru. Za dystans do siebie. Za „grafomańskie” długie zdania. Za epitety i metafory.

Janina o sobie: Jestem jak Bronisław Malinowski, tylko ładniejsza. Czaję się na rzeczywistość jak wąż w pomidorach, a następnie opisuję ją znienacka. Najwięcej czasu w życiu zajmuje mi czułe pielęgnowanie grządek sarkazmu i rabatek ironii, a także unikanie sportu, bo ja uważam, że człowiek powinien biegać tylko wtedy, kiedy ktoś go goni.

http://janinadaily.com

2. Mitologia współczesna – Uważaj, w co wierzysz! – Marcin Napiórkowski

Wiem. Nie powinnam tego robić. Bo Marcin Napiórkowski wyraźnie podkreśla, że nie jest blogerem. Bo wyśmiewa się ze społecznego autorytetu blogerów, jak i z innych źródeł pseudowiedzy. A jeszcze bardziej się pogrążam, zaliczając go do grupy osób, które dostarczają mi nie tyle wiedzy, co przeżyć. Bo Marcin jest naukowcem, semiotykiem kultury i prowadzi naukowego bloga o pseudonauce. Mój problem polega na tym, że tak podana wiedza… dostarcza mi ogromnych przeżyć!

Za co więc go kocham? Za prowadzenie megaciekawych wykładów w stylu humorystyczno-ironicznym. To dla mnie kopalnia wiedzy (no, dobra, jednak wiedzy) o popkulturze, mitach miejskich i naukowych. A jest to wiedza podana w sposób jak najdalszy od akademickiej nudy. (Hmm… ciekawe. Kto zna Janinę, ten wie, że ona też jest nauczycielem akademickim!)

Marcin o sobie: Moje zainteresowania dotyczą mitologii współczesnej, pamięci kulturowej i kultury wernakularnej (czyli różnych „oddolnych” praktyk realizowanych poza głównym nurtem przez amatorów i majsterkowiczów). […] Tropieniem mitów zajmuję się w chwilach wolnych od zabawy z synem. Jak nie badam mitów, to gram na gitarze. (Wszyscy wolą, jak jednak badam mity.)

http://mitologiawspolczesna.pl

3. Pełnia – Nieznośna lekkość pióra – Małgosia Żebrowska

No i znów mam przekonanie, że nie powinnam tego robić 😉 i z tą kandydaturą najbardziej „walczyłam”. Bo Małgosia… jest moją znajomą. No i rzadko publikuje. Za rzadko. I czy to tak wypada znajomą polecać? Ale gdybyśmy się nie poznały (dzięki Oli Budzyńskiej zresztą), nie trafiłabym pewnie na jej bloga. I to by była naprawdę duża strata. Bo Małgosia prowadzi bloga literackiego i trafienie na takiego bloga przypadiem byłoby po prostu cudem.

Za co ją nominuję? Za to, co dla mnie najważniejsze – jej własne teksty. Pisane oryginalnym, żywym językiem, opisujące ludzkie historie, przy których niejednokrotnie płaczę ze wzruszenia. Ale też za recenzje czy wspomnienia z podróży, które pisze z tą samą wrażliwością.

Małgosia o sobie: Witaj w mojej Pełni. Nazywam się Małgosia Żebrowska. Piszę, bo jestem. Słowa mają ogromną moc, dlatego tak je lubię. Mogą zmieniać rzeczywistość, kształtować ją, wprowadzać w nią harmonię – lub chaos, jak kto woli. Jestem humanistką, twórczynią, osobą, której nic co ludzkie dawno nie jest obce. Kocham ludzi, przy wszystkich ich wadach, lubię widzieć w nich to, co dobre. I piękne. Tym właśnie spojrzeniem pragnę się z Tobą podzielić, Drogi Czytelniku.

http://www.pelnia.eu/

Teraz, kiedy już wreszcie stworzyłam tę listę twórców, na których teksty rzucam się, jak szczerbaty na suchary, to nagle zobaczyłam część wspólną: JĘZYK! Jednak filolog ze mnie wychodzi. 🙂

Kto to jest bloger?

Kiedyś zadałam to doniosłe pytanie na swoim facebooku i wywołałam małą, acz ciekawą dyskusję: pojawiły się odpowiedzi, że bloger to taki właściciel bloga, który jest celebrytą albo że robi sobie selfie w windzie, albo że zarabia na blogu, albo że publikuje bardzo regularnie i buduje swoją społeczność… Ale też była frakcja, która twierdziła, że bloger to po prostu ktoś, kto ma bloga. „Emilka, nie kombinuj. – Napisała w komentarzu Anka, zresztą autorka bloga o tangu. – To przecież oczywiste i wynika z samej nazwy.” Etymologia to jednak jedno, a usus językowy to drugie. (Przecież nie każdy, kto pisze, jest pisarzem!)

Nie chodzi mi tu jednak o czyste filozofowanie, ale o refleksję na temat mediów społecznościowych. Janinę Daily poznałam dzięki FB. Do dziś prawie nie wchodzę na jej bloga na www. Małgosia część krótkich tekstów publikuje tylko na facebooku. A teraz… wejdźcie na stronę Oli Budzyńskiej i sprawdźcie, kiedy opublikowała ostatni post blogowy (OK, dzisiaj… 😀 ale mi numer zrobiła – poprzedni był sprzed miesiąca!) – ale życie naczelnej Pani Swojego Czasu i innych pań toczy się wartko na facebooku. (Dodajmy do tego rosnącą rolę podcastów.)

Ważne dla mnie teksty wychodzą spod pióra Szymona Hołowni. Ze zdumieniem odkryłam, że nawet bardzo długie posty – o charakterze postów blogowych – publikuje on wyłącznie na swoim fanpage’u.

Wreszcie we wspomnianej dyskusji na moim profilu wzięła udział między innymi Agnieszka, która „przyznała się” do tego, że jest blogerką, ale polecić jej tu nie mogę, bo jej „blog” Kledzik radzi istnieje wyłącznie na FB.

No i powiedzcie mi teraz, że to tak łatwo określić, kto jest blogerem, a kto nie. 😉

Tymczasem zachęcam Was do zajrzenia na polecane przeze mnie blogi, jeśli ich nie znacie. I myślę, że jednak nie byłoby głupio polecać czasem – tu na blogu – jakieś ciekawe artykuły związane z „moją” tematyką. Już mi się zgrabny pomysł na to rodzi… kiedy przeglądam inne blogi. 🙂