Jak ja nie cierpię blogów!…, czyli pierwsze urodziny Stacji Teraz

Nigdy nie chciałam prowadzić bloga. Uważałam to za coś dziwacznego. Mój stary kumpel (niezły dziwak) prowadzi swój od 2008 roku i (prawie) codziennie publikuje tam krótką refleksję o swoim życiu. OK, jeśli ktoś lubi… Albo terapeuta mu zalecił… Ale po co mam czytać ekshibicjonistyczne wynurzenia obcych mi ludzi? Tak właśnie przez lata myślałam o blogach i to kolejna sytuacja, w której zrewidowanie moich głębokich przekonań doprowadziło do równie głębokiej zmiany. Jeśli ktoś się nie interesuje blogosferą, nie ma pojęcia (no bo niby skąd?), jak ogromne zmiany zaszły w niej przez ostatnie 10 lat. „Ja nie czytam blogów!” – oznajmiła mi nie tak dawno przyjaciółka z lekko zniesmaczoną miną, która przypominała mi mój wyraz twarzy, kiedy wypowiadałam to samo zdanie najwyżej półtora roku temu. Zabawne jest to, że może nawet i czasem czyta… tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. 😉 A jeszcze zabawniejsze jest to, że właśnie świętuję pierwsze urodziny bloga. Swojego bloga.

Okres prenatalny

Właściwie strona o nazwie Stacja Teraz pojawiła się w internecie w roku 2014. Rozpoczęłam wtedy świeżo swoje szkolenie na nauczyciela MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) i potrzebowałam swojej wizytówki w sieci. Na siermiężnym szablonie z manifo.com, zrobiona metodą drag&drop – taka, żeby tylko była. Owszem, miała miejsce na treści dynamiczne, czyli część blogową, w której co jakiś czas coś umieszczałam… no bo trzeba. Przeczytałam gdzieś, że dla wyszukiwarek ważne są nowe treści umieszczane na stronie, więc je produkowałam nieregularnie, cierpiąc przy tym niesłychanie. Jedyny wpis, który narodził się z autentycznej pasji to był artykuł o tangu, do którego nadal mam przeogromny sentyment. Okres prenatalny to jednak był czas konieczności.

Narodziny

Na początku roku 2017 zapałałam chęcią, żeby to moje miejsce w sieci było jednak ładne i nowoczesne. Och, też stoi za tym dłuższa historia, jak to pod presją okoliczności zrobiłam prawie sama odjazdową stronę w htmlu na szablonie z html5up.net dla projektu, którym zajmowałyśmy się wtedy w fundacji. A dlaczego niby ja sama nie mogę mieć takiej fajnej strony? Przecież potrafię! Obudziła się we mnie na nowo smykałka do technologii i zaczęłam czytać, czytać i czytać… o robieniu stron na WordPressie. To trochę śmieszne, że nowa Stacja nie narodziła się z miłości do mindfulness, tylko z fascynacji technologiami. 😉

Nieświadomą naczelną akuszerką tej strony była Ola Budzyńska, Pani Swojego Czasu, , która zorganizowała wtedy w grupie Pań Swojego Czasu na facebooku wyzwanie o nazwie bodajże „Zamień parę w gwizdek na parę do działania”. Rany, ależ to był szał! Setki kobiet dobierały się w pary, aby wspierać się wzajemnie w porannym wstawaniu, codziennych ćwiczeniach, nauce języka, kolejnych krokach w biznesie czy… zakładaniu bloga. Zakładaniu CZEGO?! Ja tylko chciałam odświeżyć swoją stronę! Jednak powoli zaczynałam pojmować: WordPress jest stworzony do treści dynamicznych. Na początku chciałam z tym walczyć, ale szybko straciło to sens, bo dotarło do mnie, czym jest współczesny blog. Jak myślicie, skąd ja się nauczyłam tego WordPressa? Z blogów! Odkryłam w internecie niewyczerpane źródło wiedzy eksperckiej, z którego istnienia nie zdawałam sobie dotąd sprawy. W naszej „parze do działania” były tak naprawdę cztery dziewczyny: wspierałyśmy się wzajemnie, dawałyśmy sobie kopa do zrobienia następnego kroku, wspólnie rozwiązywałyśmy problemy techniczne. Dzięki temu narodziny nowej Stacji były mniej bolesne i duuużo szybsze. Z tej wspólnej sali porodowej utrzymuję do dziś kontakt z Małgosią Żebrowską z blogu Pełnia.

Na przełomie lutego i marca 2017 wordpressowa Stacja Teraz ujrzała światło dzienne. Miała nie tylko nową szatę graficzną, ale ze statycznej stronki z blogowym dodatkiem przekształciła się w blog z dodatkiem statycznym. Nie dziwcie się jednak, że na blogu znajdują się też artykuły z lat 2014-2016. Odświeżyłam te najlepsze i zostawiłam, bo czemu nie?

Niemowlęctwo

Nie mam dzieci w życiu pozablogowym. Ale dla nikogo nie jest tajemnicą, że kiedy już dziecko przychodzi na świat, to okazuje się zazwyczaj, że wszystko jest inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy. Otóż przyznaję, że Stacja Teraz powstała dla mnie – urodziłam ją dla siebie. I bynajmniej nie po to, żeby dać ujście swojej kreatywności, tylko dla celów czysto zawodowych: aby kreować markę osobistą. Ale kiedy już się człowiek zdecydował na bloga, to trzeba na nim pisać. Regularnie. I coś Wam powiem: nie da się pisać dla marki. I to jest ten moment, w którym bloger dziękuje wszystkim swoim czytelnikom, bo bez nich jego praca nie miałaby sensu. <3 Tak, dziękuję Wam serdecznie – tym serdeczniej, że jest Was na razie mało. Niewielka grupa cichych czytaczy, którzy prawie nie komentują, ale… udostępniają moje artykuły, dzięki czemu docierają one do coraz to nowych osób.

Odrzuciłam to dziecko po urodzeniu. W maju zmarła moja Mama i wiele rzeczy mi się przewartościowało. Ze sobą też na nowo musiałam dojść do porozumienia. I wtedy dopiero zaskoczyło: wiem już, o czym pisać. I dla kogo. I po co. Dokładnie w pół roku po śmierci Mamy opublikowałam pierwszy wiersz, odsłaniając się i decydując, że chcę docierać również bezpośrednio do emocji czytelników poprzez poezję, która we mnie samej niejednokrotnie wywoływała efekt „aha!”. Wtedy dopiero wyszłam z poporodowej depresji i konieczność zaczęła się zmieniać w przygodę.

Raczkowanie

Moje życie zmieniło się i nadal zmienia powolutku, ale znacząco dzięki mindfulness: dzięki praktyce, dzięki kursowi nauczycielskiemu, dzięki prowadzeniu kursów MBSR. Teraz zmienia się też powolutku dzięki temu, że dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem tutaj, na Stacji. Kiedy naprawdę sama się zatrzymałam na Stacji Teraz, okazało się, że tutaj właśnie spotykają się różne wagoniki mojego życia:

badaczka – sama stworzyłam tę stronę i jestem z niej naprawdę dumna – nauczyłam się przy niej obsługi WordPressa, MailerLite do newsletterów, Canvy do grafik, ale liznęłam też trochę marketingu z duszą, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe;

nauczycielka – całe życie tłumaczyłam komuś a to zagadnienia łacińskiej składni, a to znaczenie dospołeczności i odspołeczności przestrzeni, a to sens współczesnej sztuki (tak się porobiło, że od kilku dni tłumaczę też zagadnienia poetyki romantycznej i takie tam…) – tłumaczyłam tak, żeby naprawdę dało się zrozumieć i zastosować; teraz więc tłumaczę z równą pasją, czym jest mindfulness – świadoma, że im mocniej to pojęcie przebija się do świadomości zbiorowej, tym bardziej jest zniekształcane i upraszczane, a ja chcę odsłaniać potencjał postawy uważności przed każdym, kto odważy się na przygodę samopoznania – mówiąc o niej prosto, ale nie upraszczając;

filolożka i poetka – może bardziej poetycka dusza, ta, która kocha poezję, ale zarzuciła karmiący kontakt z nią w pędzie codziennego życia; kochająca same słowa i ich moc oraz pisanie;

tanguera; peregrina; niestała biegaczka i joginka; i jeszcze wiele twarzy, które będę odsłaniać bynajmniej nie z potrzeby ekshibicjonizmu (od tego jestem bardzo daleka), tylko dlatego, że za Stacją stoi żywy człowiek, który mówi do Was żywym głosem, a w każdej z tych ról do głosu dochodzi:

praktyk mindfulness – osoba, która doświadczyła dobrodziejstw uważności na własnej skórze (a jeszcze bardziej na umyśle i sercu) i dlatego siada regularnie na poduszce medytacyjnej, ale także poza nią jak najwięcej rzeczy stara się robić świadomie.

„Wiesz, lubię tę twoją stronę.” – Powiedziała mi kilka dni temu koleżanka z pracy, Kasia Sochacka, która jest cudowną kobietą z pasją, z której to pasji narodził się niedawno jej blog Meaningful English. (Kasia jest anglistką. Rewelacyjną.) „Ja też ją lubię.” – Odpowiedziałam. I to jest dla mnie nowe. W ciągu tego roku moja relacja z dzieckiem o imieniu Stacja Teraz wyewoluowała z „muszę” i „powinnam” do „chcę” i „lubię”. I niewątpliwie dlatego dopiero teraz zaczynam naprawdę docierać z tym, co piszę do żywych, realnych ludzi.

Na koniec tej historii chciałam wirtualnie wyściskać dwie osoby, które najmocniej wpłynęły na zmianę mojego stosunku do blogowania: Martę Krasnodębską (Hakerki Sukcesu) i Ulę Bielską-Phelep (Szkoła blogowania oraz Urszula Marketing). Z sympatią myślę też o kilku innych blogerach, do których zaglądam z ciekawością, pozbywszy się raz na zawsze swoich uprzedzeń do blogów.

Cyferkami chwalić się nie będę, bo i nie ma czym. Ale tak dla zaspokojenia ciekawości podam ranking najpopularniejszych wpisów w tym mijającym właśnie pierwszym roku:

  1. Uważne zapiski, czyli bullet journal podany w mindfulnessowym sosie.
  2. 20 sposobów na uważność w codzienności (część 1).
  3. Nie taka medytacja straszna…

Przede mną i przed Stacją kolejny rok, a może i lata. Jestem ogromnie ciekawa, jak się dalej potoczy ta przygoda. Mam dziesiątki tematów, na które chciałabym napisać i kolejne pojawiają się jak grzyby po deszczu. W tym drugim roku bardzo chciałabym nawiązać bliższy kontakt z moimi czytelnikami. Naprawdę usłyszeć ich głos. Jeśli czytasz te słowa, jesteś moim czytelnikiem. 😉 Choćby przygodnym. A skoro jesteś moim czytelnikiem, pomóż mi spełnić to marzenie i napisz coś – cokolwiek – pod tym postem. Dlaczego tu jesteś? Co Cię przyciągnęło na Stację Teraz? Albo napisz po prostu „Cześć!”. To też będzie OK. 🙂