Mindfulness – instrukcja obsługi

mindfulness stacja teraz

W zeszłym tygodniu trochę mi GPS w głowie zaszwankował. Chciałam jechać na Muranów – weszłam do podziemi przy Marszałkowskiej nescio quid meditans nugarum (myśląc o jakichś głupotach – Horacy, Satyry 1,9) i wyszłam na przystanku tramwajowym w stronę Żoliborza. Niby wszystko OK, tylko… JA chciałam jechać metrem! W takim razie KTO wybrał tramwaj?…

Automatyczny pilot

Podejrzewam, że wszyscy to znacie: kluczyki zatrzaśnięte w samochodzie, wątpliwości, czy wyłączyliśmy żelazko, olśnienie, że mieliśmy zrobić zakupy po drodze z pracy, w chwili, kiedy już wchodzimy do domu… Codziennie wykonujemy tysiące czynności na „autopilocie” i przy większości z nich sprawdza się on znakomicie: nie musimy codziennie zastanawiać się, czym umyć zęby, jak zawiązać buty czy którędy iść na pocztę. Nasz mózg zaprogramował te czynności, żeby można je było wykonać z jak najmniejszym nakładem energii. Genialne! Problem polega jednak na tym, że większość z nas uruchamia na raz tyle programów, że co i raz któryś się zawiesza. My tymczasem dawno straciliśmy kontrolę nad tym, jakie aplikacje działają w tle i czy w ogóle są potrzebne…

Między bodźcem a reakcją

Tu właśnie zbliżamy się do odpowiedzi na pytanie: „Po co mindfulness?” – Zadała mi je ostatnio jedna ze znajomych. – „Fajne to niby, ale po co to ćwiczyć?” Otóż jeżeli ćwiczymy pełną obecność w danej chwili, rzadziej nam się będą przytrafiać sytuacje, w których „autopilot” zareaguje nieadekwatnie. Spójrzmy jednak na to szerzej: dzięki praktyce uważności robimy stopniowy przegląd systemu i na nowo zaczynamy decydować, co włączyć, a co wyłączyć w naszym przeciążonym komputerze pokładowym. „Między bodźcem a odpowiedzią na ten bodziec znajduje się przestrzeń. W tej przestrzeni tkwi siła wyboru naszej odpowiedzi. W tej odpowiedzi tkwi nasza dojrzałość i nasza wolność.” – pisał Victor Frankl.

Praktyka mindfulness uczy nas powoli dostrzegać bodźce, nasze odpowiedzi na nie (często nawykowe) i – co kluczowe – właśnie tę przestrzeń, której często w ogóle nie zauważamy… Nie mówimy tu już tylko o zatrzaskiwaniu kluczyków. Mówimy także o tym, że ile razy widzę, że mój mąż rzuca brudne skarpetki pod łóżko, dostaję białej gorączki, robię awanturę, wreszcie dochodzę do wniosku, że on mnie już nie kocha, skoro znów mnie ignoruje… Stop! Sami wiecie, że to nie działa. I wszystko jedno, czy chodzi o męża i skarpetki, o żonę i niedokręcony kran czy o dziecko i nieposprzątane zabawki… Skoro nie działa, to może by coś zmienić w tym schemacie? A tymczasem w sytuacjach interpersonalnych też często działamy na „autopilocie”.

Mindfulness pozwala ci się zatrzymać – tuż po zobaczeniu skarpetek pod łóżkiem lub kiedy już wzbiera w tobie wściekłość – wziąć oddech i zapytać się siebie: „Co ja robię?” i „Czy rzeczywiście tego chcę?” Być może i tak zdecydujesz się zrobić awanturę, ale przynajmniej świadomie. Praktyka uważności niejako odblokowuje naszą wolną wolę w wielu sytuacjach.

Nawigacja w świecie myśli

Pozwala też zauważać myśli, które kształtują nasze postrzeganie – opinie o innych, o samych sobie i o wydarzeniach. Czy twój kolega z pracy rzeczywiście jest głupi, czy tylko tak przyzwyczaiłeś się o nim myśleć, bo kiedyś tam poparł niezrozumiałą decyzję szefa? A może czasami miewa ciekawe pomysły, ale nie chcesz tego dostrzegać?… A ty? Jak często mówisz sama do siebie: „Ty idiotko!”, „Jesteś beznadziejna!”, „Jestem nie dość dobra…”? Czy widzisz, że to są TYLKO myśli, a ty je traktujesz jak rzeczywistość? Dzięki praktyce mindfulness możesz to zauważyć i wreszcie przestać sobie dokopywać. „Wiedz, że nie jesteś tu wyjątkiem – pisze Thomas Roberts o takich automatycznych myślach i reakcjach – taka jest natura ludzka i to ona skłania nas do stosowania samopodtrzymujących się, reaktywnych strategii emocjonalnych i behawioralnych. Przez tysiąclecia reakcje te były jak najbardziej adaptacyjne. Ale dziś żyjemy w innym świecie niż nasi przodkowie i wszyscy skorzystalibyśmy na tym, gdybyśmy zmodyfikowali zautomatyzowane reakcje, które nas zawodzą.” (Thomas Roberts, Mindfulness. O sztuce uważności.)

Mindfulness – instrukcja obsługi

Na dobrą sprawę ćwiczenia uważności dają nam do ręki instrukcję obsługi skomplikowanych narzędzi, których jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami. Aha, to jest moje ciało. Ono się zachowuje tak i tak. Daje mi ważne sygnały. Aha, to moje emocje. One się objawiają tak i tak. Wywołują następujące skutki w ciele. Aha, to moje myśli. Produkty mojego cudownego i niezastąpionego umysłu. One oddziałują na mnie tak i tak. Wpływają na moje emocje. Wpływają na moje ciało. Wywołują także inne myśli… Wydaje się, że to wszystko oczywiste, jednak większość z nas ma te instrukcje obsługi bardzo niekompletne, przez co nie doceniamy naszego wspaniałego wyposażenia służącego do życia, a często źle się nim posługujemy. Jeśli jednak zdecydujemy się na przygodę z uważnością… „Czujemy się tak, jakbyśmy wchodzili na nowe terytorium, którego do tej pory nie znaliśmy albo którego istnienie jedynie niejasno podejrzewaliśmy; jest w tym obszarze prawdziwe źródło pozytywnej energii koniecznej do zrozumienia samego siebie i zdrowienia. Co więcej, łatwo tam dotrzeć. Ścieżką jest nasze własne ciało, umysł i oddech.” (Jon Kabat-Zinn, Życie – piękna katastrofa)

A czym dla Ciebie jest uważność? W czym szczególnie Ci pomaga? Co pozwala Ci odkryć?
Opowiedz mi o tym, proszę, w komentarzu. 🙂