Między dźwiękami, czyli zamień się w słuch

medytacja dźwięków

 

Dzisiaj chcę Cię zachęcić do medytacji dźwięków. Codziennie otaczają nas ich tysiące. Na większość z nich nie zwracamy uwagi, bo są… nieistotne. Nieistotne dla nas w tej właśnie chwili. A gdyby tak zmienić to podejście? Gdyby tak zanurzyć się na chwilę w oceanie dźwięków bez oceniania ich ważności?

Gdyby tak słuchać dla samego słuchania?

 

Ćwiczenie uważności
Usiądź wygodnie – powiedzmy – na 5 minut. Zamknij lub przymknij oczy. Skoncentruj się na tym, co słyszysz. Może są to odgłosy z ciała? Może dźwięki dochodzące z domu (śmiech dzieci, szmer rozmowy, szum wody w łazience), a może inne, słyszane z zewnątrz (przejeżdżające samochody, szum deszczu, szczekanie psa)?… Postaraj się nie analizować tego, co słyszysz, nie szukać źródła ani celu tych dźwięków. Tylko słuchaj. Tylko bądź z tymi dźwiękami. Obserwuj, jak pojawiają się, narastają i znikają… Zauważaj te, które są bardzo ulotne, jak i te, które słyszysz być może bez przerwy. A jeśli niczego nie słyszysz? Też słuchaj. Słuchaj ciszy.

 

Tak się zwykle słucha muzyki, prawda? John Cage, jeden z awangardowych kompozytorów XX wieku, sprzeciwiał się postulatom, że muzyka musi coś znaczyć, że musi przekazywać jakieś myśli lub emocje. „Kiedy mówię o muzyce, ludzie uświadamiają sobie, że właściwie mówię o dźwięku, który nic nie znaczy.[…] I pytają się – ci ludzie, którzy próbują to zrozumieć: ‚Masz na myśli PO PROSTU dźwięk?’, myśląc, że dźwięk, który po prostu JEST, jest bezużyteczny. Ale ja kocham dźwięki. Takie, jakie są. I nie mam potrzeby, żeby były czymś więcej niż są. […] Nie muszą niczego oznaczać, żeby dać nam bardzo głęboką przyjemność. Doświadczenie, którego poszukuję wśród dźwięków, to doświadczenie ciszy. Jednak cisza, która obecnie istnieje prawie wszędzie w świecie, to… ruch uliczny. Kiedy słuchasz Beethovena lub Mozarta, są oni zawsze tacy sami. Ale kiedy słuchasz odgłosów miejskiego ruchu, są one za każdym razem inne…”

 

 

Poszukiwania Johna Cage’a

Cage, poszukując ciszy absolutnej, wszedł w roku 1951 do komory bezechowej na Uniwersytecie Harvarda. Ale tam również jej nie znalazł. Ku swojemu zdumieniu, usłyszał dwa dźwięki: jeden wysoki, drugi niski. Obsługujący komorę inżynier wyjaśnił mu potem, że wysokie dźwięki pochodziły z jego własnego układu nerwowego, a niskie – to odgłosy pulsującej krwi i bicia serca.

W 1952 r. miało miejsce premierowe wykonanie najbardziej znanego utworu Cage’a 4’33” – utworu na fortepian, w którym wykonawca ani razu nie uderza w klawisze. Cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy ciszy. Jednak Cage już wiedział, że cisza nie istnieje. Komentując skandal, który wywołał jego utwór i oburzenie słuchaczy, powiedział: „Nie zrozumieli przesłania. Nie istnieje nic takiego, jak cisza. Sądzili, że to cisza, bo nie potrafili słuchać, a przestrzeń była pełna niespodziewanych dźwięków. W pierwszej części można było usłyszeć szum wiatru dochodzący spoza budynku. W części drugiej krople deszczu zaczęły bębnić po dachu, a w trzeciej sama publiczność zaczęła wydawać różne interesujące dźwięki kręcąc się na siedzeniach, szepcząc, a nawet wychodząc.”

 

Posłuchaj…

W porządku, nie zdziwię się, jeśli powiesz, że muzyka konkretna to nie jest to, co „tygrysy lubią najbardziej”… Ale tu nie tyle chodzi o predylekcje, co raczej o pozwolenie sobie na przyjrzenie się swoim reakcjom na dźwięki, a także swojemu rozumieniu takich pojęć, jak „muzyka”, „cisza” czy „hałas”. Doświadczenie, które proponuję w tym wpisie, może zmienić sposób, w jaki słuchasz otaczających Cię dźwięków, ciszy, wreszcie muzyki właśnie – zarówno nowej, jak i dobrze znanej. Spróbuj słuchać bez oczekiwań: z ciekawością, otwartością, uważnością na każdy dźwięk. Co wtedy się stanie?

Czekam z ciekawością na Twoje odkrycia – podziel się nimi w komentarzu.

 


 

Źródła:

Marek Dusza, „Cisza? Nic takiego nie istnieje!”

John Cage o ciszy – wywiad (video)