Medytacja stomatologiczna, czyli uważność wobec trudności

medytacja_stomatologiczna

W poprzednim odcinku zapraszałam Cię do docenienia medytacyjnego potencjału wielkich i małych radości, ale również do uważnego podejścia do sytuacji, które zazwyczaj oceniamy jako obojętne. Dlaczego jednak nie zachęcałam Cię do kontemplacji celulitu lub piwnego brzucha, plamy z wina na obrusie lub wizyty u dentysty?… Bo to niefajne?… Nie, bo to kolejny poziom samoświadomości.

 

Czasem słońce, czasem deszcz

Rozprawmy się z pewnym mitem – że mindulness to po prostu radość z małych rzeczy. Cóż, jeśli przyglądasz się małym, codziennym czynnościom lub doświadczeniom, może się to okazać przyjemne. I super. Cieszę się z Tobą! Ale to nie wyczerpuje głębi pojęcia uważności – a to jest moje podejście do medytacji. Mindfulness (a więc i medytacja) to – według mojej ulubionej obecnie metafory – zanurzenie się w strumieniu życia w taki sposób, żeby nie pozwolić mu się zatopić lub porwać. Zanurzenie się w strumieniu życia oznacza natomiast spotkanie ze wszystkim, co się na to życie składa. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że są to zarówno sytuacje przyjemne, obojętne, jak i nieprzyjemne. Chwile łatwe i trudne. Wesołe i smutne. Miła ochłoda i przepływająca obok martwa ryba. Normalka.

Mindfulness jest więc obserwacją siebie w RÓŻNYCH sytuacjach życiowych. Także tych nieprzyjemnych. I nie chodzi o samoumartwianie się. Chodzi o samopoznanie! Znacznie więcej możesz się dowiedzieć o sobie, jeśli skonfrontujesz się ze sobą w sytuacjach dyskomfortu. Jeśli… się odważysz.

 

Medytować nad celulitem – a czemu nie?

Weźmy „na warsztat” choćby celulit. Czemu jest on brzydki/niefajny/zły?… Czy nie dlatego, że otrzymujemy nieustannie taki przekaz kulturowy?… Hej! Spróbuj znaleźć granicę między naturą a kulturą. Między tym, co oceniane jest jako „złe” w medialnym dyskursie i tym, co sama czujesz. To niekoniecznie musi być łatwe. Dlatego mówię, że to kolejny poziom. Zobacz najpierw swój celulit (jeśli go masz oczywiście), przyjmij FAKT, że go masz, spróbuj mu się przyjrzeć bez ocen i uprzedzeń i… dopiero podejmij jakąś decyzję. Albo i nie.

Ten punkt „bez ocen (!!!) i uprzedzeń” to prawdziwy punkt zwrotny w postrzeganiu świata. Nieustannie przypisujemy etykietki „dobry”/”zły” do faktów, które nie mają nic wspólnego z kategoriami etycznymi. Po co się tak męczyć?…

 

Medytacja na fotelu dentystycznym

No, dobra. To teraz Ci opowiem, skąd ten pomysł z dentystą. 😉

No bo nie lubię. Przyznaję się bez bicia, że nie lubię chodzić do dentysty, Ale ostatnio złamał mi się ząb i nie było wyjścia – rozsądek podpowiadał, że jeśli nie pójdę do lekarza, grożą mi poważne – bolesne w dodatku – konsekwencje. Nie wiem, co jest problemem w Twoim przypadku, ale w moim jest to oczekiwanie o treści: „Będzie bolało!”. Wzmacniane przez całą sytuację: oto obcy – w sumie – człowiek położy (!) mnie z „bezbronnym” brzuchem (!) i przejmie nade mną kontrolę (!) wykonując niezbyt przyjemne czynności. Uuuch… nawet kiedy to piszę, napinają mi się ramiona. :-/
Rozsądek (umysł) we mnie mówi oczywiście: to konieczne. Instynkt (emocje) podpowiadają: pogryź, kopnij, uciekaaaj! Mindfulness godzi te dwie skrajności, pozwalając obserwować obie strony tego – no, cóż – konfliktu. Nie wymyślam sobie od idiotek, kiedy się orientuję, że mam ochotę uciekać. A jeśli już złapię się na tym, że jednak sobie wymyślam 😉 , to odpuszczam i mówię sobie: „W porządku. Tak jest. To nie znaczy, że muszę iść za tym impulsem.”

Mindfulness to także świadome kierowanie swoją uwagą. Czyli jeśli zauważam swój strach, niepokój, impuls do ucieczki, mogę:

  • sprawdzić, jak to wpływa na moje ciało – hehe, klasyka: napina się; u mnie szczęki, ręce, ramiona, odcinek lędźwiowy – sprawdź, co u Ciebie;
  • rozluźnić napięte odcinki ciała – serio, serio: możesz to zrobić, ale pod warunkiem, że najpierw zauważysz, co się napięło – to od razu zmniejszy poziom stresu;
  • skoncentrować się (świadomie!) na czymś fajnym albo przynajmniej obojętnym.

Mój dentysta jest przystojny. Niestety nie potrafię się na tym skoncentrować. 😉 Koncentruję się więc… na obserwacji nitki pajęczyny przyczepionej do lampy. Łapiesz to? Muszę wyłączyć uprzedzenia i oceny, że pajęczyna jest niefajna, że to brud, że to niepoważne, żeby nawet jedna nitka pajęczyny pojawiła się w tak sterylnym miejscu… To TYLKO kalki naszej kultury. Pajęczyna jest naturalna. Pająk wygra i tak. 😉 Jednak ostatnio mikroskop mi przesłonił „moją” pajęczynę i musiałam przenieść uwagę na coś innego – z ciekawością więc obserwowałam zabiegi lekarza i używany przez niego sprzęt… Ależ to interesujące! Potem nawet zadałam kilka ciekawskich pytań.

 

Zmień perspektywę

Czy to znaczy, że nie bolało? Chwilami bolało – udrażnialiśmy stary, źle zaleczony kanał. Ale starałam się być tez uważna na ból. Kłuje. To konkret wobec ogólnego „boli”. Mało tego, tu się znów ujawnia napięcie między kulturą a naturą. Natura mówi: kłuje -> boli -> walcz albo uciekaj; kultura podpowiada: kłuje -> jest nieprzyjemnie, ale -> nerw reaguje -> kanał udrożniony -> jest super! Bolało, więc… się ucieszyłam! 😀 Zauważ, jak zmiana perspektywy zmienia postrzeganie.

Nie zrozum mnie źle. To nie tak, że natura – bleee, kultura – super ekstra! W bardzo wielu przypadkach wręcz przeciwnie. Pająk zrobił pajęczynę mimo autentycznej dbałości o czystość w moim centrum stomatologicznym, pokazując figę wszystkim sprzątaczkom. Natura często – a może nawet zazwyczaj – wygrywa z kulturą. Twoim zadaniem, jako świadomej jednostki, jest rozpoznać, za czym powinieneś/powinnaś podążyć. Ale najpierw… musisz ROZPOZNAĆ wszystko, co się dzieje w Twojej głowie. Rozpoznać i po prostu zgodzić się na to. Na lęk, na złość, na smutek, na radość, na nadzieję, na… cokolwiek.

mindfulness_1

Spróbuj i Ty!

Co więc Ci proponuję na ten tydzień?

Kiedy zaobserwujesz jakąś dyskomfortową sytuację:

  • zatrzymaj się;
  • sprawdź, co to za dyskomfort (jakie konkretnie doświadczenie, myśl czy uczucie) – nazwij go;
  • spróbuj pozwolić, żeby było tak, jak jest i przyjrzyj się temu jak najdokładniej;
  • sprawdź, czy nie można zmienić perspektywy postrzegania tego dyskomfortu.

Tak, to TEŻ jest medytacja – czyli obserwacja tego, co naprawdę się dzieje.

I nie, tu nie chodzi o bierność. Ale o tym już będzie w następnym odcinku mojego serialu „Elementarz medytacji”. 🙂 Jeśli nie chcesz go przegapić, możesz obserwować blog na Bloglovin’ lub zapisać się na powiadomienia mailowe:

Czy przydał Ci się ten artykuł? Daj znać, o czym jeszcze chciałbyś/chciałabyś przeczytać.