Medytacja, niemyślenie, relaksacja – w gąszczu nieporozumień

medytacja niemyślenie relaksacja

W jednym z poprzednich tekstów próbowałam walczyć z mitem, jakoby medytacja uważności czy też sama uważność oznaczała bierność. Na dziś zostały mi dwa inne mity, które warto rozbroić, a które dotyczą raczej formalnych ćwiczeń medytacyjnych – takich choćby jak medytacja z uwagą na oddech czy skanowanie ciała.

„Nie mogę przestać myśleć!” – medytacja a niemyślenie

Wow, gratuluję! Czyli Twój mózg funkcjonuje prawidłowo. Twój umysł właśnie do tego służy, żeby myśleć: planować, oceniać, rozwiązywać problemy itp. Więc nie miej do niego żalu, że robi to, co robić powinien. Zaakceptuj to. Rozumiem, że to może być szok, jeśli dopiero zaczynasz medytować, starasz się skupić na oddechu i uświadamiasz sobie, że myśli galopują Ci przez głowę, jak stado dzikich mustangów: „Co dziś na obiad?”, „Muszę zapłacić za gaz…”, „Ale to nudne!”, „Na pewno wyłączyłam komórkę?”, „Jak on mógł mi to zrobić?!”, „Co… po co… gdzie… rachunki… korki… jutro… raport… lodówka… samochód…”. Jedyne co możesz robić, to „tresować” swoją uwagę – z łagodnością, ciągle na nowo podsuwając jej inny obiekt: swój oddech. Niech ten strumień myśli płynie sobie w tle, jak muzyka w supermarkecie, ale Ty skupiaj się przede wszystkim na oddechu. Jeśli jednak zauważysz, że dałeś się porwać, to też jest OK, bo właśnie to zauważyłeś, czyli: jesteś w tej chwili uważny. 🙂

Z czasem prawdopodobnie tych myśli zrobi się nieco mniej, a może nawet zauważysz, że przez chwilę jakby ich nie było wcale… Piszę „jakby”, bo… skąd niby o tym wiesz? Czy spostrzeżenie: „O, nie mam myśli!” nie jest także myślą? 😉 Żeby było jasne, to wcale nie oznacza, że przy następnym podejściu do medytacji będzie tak samo. Nigdy nie jest tak samo. I to jest w porządku.

„Nie mogę się zrelaksować!” – medytacja a relaksacja

A niby dlaczego miałbyś się zrelaksować? Przecież nie wykonujesz ćwiczenia relaksacyjnego! Proszę bardzo, są różne systemy relaksacji – wybierz sobie któryś i się relaksuj. Ale nie oczekuj tego od medytacji. Jest faktem, że to pomylenie pojęć nie wynika jedynie z niedoinformowania, ale i… z własnego doświadczenia. Kiedy się koncentrujemy na jednym obiekcie, zwłaszcza tak „neutralnym” jak oddech, nasz system nerwowy się uspokaja i niejednokrotnie czujemy się wyciszeni i zrelaksowani. Jest to bardzo ważne doświadczenie i odkrycie, bo uczymy się w ten sposób, że mamy dostęp do źródła większego spokoju w swoim życiu… Jednak jest to tylko skutek uboczny medytacji. Może się zdarzyć, jak już wiemy, że akurat tego dnia zalewają nas fale myśli i możemy to jedynie obserwować. „Aha. Czyli dzisiaj aż tak jestem zaabsorbowana…” Może się zdarzyć, że cały czas czujemy napięcie w ciele, które nie ustępuje i już. Przyjmij to. Odczytaj jako sygnał. Może wykonaj jakieś ćwiczenia fizyczne po medytacji. Ale nie próbuj osiągnąć stanu relaksu przy pomocy medytacji.

Niczego nie musisz osiągać

Osiąganie celów jest w ogóle domeną trybu działania, a nie trybu bycia. Czyli powinnam napisać: w ogóle niczego nie próbuj osiągnąć – niemyślenia, relaksu, rozluźnienia, spokoju… W trybie bycia przyjmujesz to, co jest. Jeśli zauważasz, że czemuś stawiasz opór, że coś Cię drażni – też to obserwujesz. Chodzi o to, żeby przyglądać się zmienności naszego wewnętrznego krajobrazu oraz nawykom umysłu. Chodzi o poznanie. A tak konkretnie?… Być może zaobserwujesz, dokąd uciekasz od obecnej chwili – w przeszłość czy przyszłość? do tego, co przyjemne czy raczej do tego, co konieczne do zrobienia? Czym są te „rzeczy konieczne”? Co Cie ku nim popycha? Może zauważysz, jak reagujesz na dyskomfort, na nudę, na to, że coś idzie nie po Twojej myśli?… Taka obserwacja ujawnia Twoje nawyki myślowe, których bardzo często nie jesteś świadomy/świadoma. Za tymi nawykami stoją przekonania: na Twój własny temat i na temat rzeczywistości, która Cię otacza. Przekonania, które przyjmujesz jako prawdę… ale czy rzeczywiście są prawdziwe?

To już jednak materiał na zupełnie inny tekst.

Próbowałeś/próbowałaś kiedyś medytować z uwagą na oddechu lub doznaniach z ciała? Jeśli tak, to co było dla Ciebie największym wyzwaniem? A jeśli nie – masz ochotę spróbować?… 🙂