Nie czytaj książek! (…przynajmniej o uważności)

ksiązki o uważności

Zdarza się, ze znajomi mówią do mnie: „Wiesz, ciekawy nawet ten twój mindfulness. Jakie książki o uważności byś mi poleciła na początek, żeby się dowiedzieć czegoś więcej?” Wzdycham wtedy i najczęściej polecam im „Mindfulness. Trening uważności” Williamsa i Penmana, ale powiem Wam szczerze, że najchętniej odpowiedziałabym im tak, jak w tytule tego artykułu.

Jak chciałam się nauczyć pływać

Dlaczego więc nie walę prosto z mostu, że odradzam wszelkie lektury? Ponieważ sama prawie przez całe życie byłam typem niepoprawnego książkofila, który wszystkiego chciał nauczyć się właśnie z książek i wierzył, że to możliwe. Dlatego doskonale rozumiem to pytanie i stojące za nim pragnienie. Szczytem absurdu w moim przypadku był pomysł, żeby nauczyć się pływać z jakiegoś poradnika. Na szczęście opamiętałam się w porę. (Gdybyście mieli wątpliwości, naprawdę istnieją podręczniki pływania!) Jeżeli uważasz mój pomysł za idiotyczny, to wiedz, że koncepcja, żeby uczyć się uważności z książki, jest równie sensowna. Musisz po prostu próbować. Sprawdzać. Doświadczać. W bezpiecznych warunkach, a nie od razu na głębokich wodach. No i nauczyciel też Ci się przyda na początku.

Droga doświadczalna

Niezależnie od tego, czy mówimy o uważności praktykowanej w sposób formalny czy nieformalny, zawsze chodzi o jedno: o doświadczanie. O świadomość tego, co się dzieje we mnie i wokół mnie chwila po chwili. Teraz z pewnością już rozumiesz, o co mi chodzi z tymi książkami: jeśli z pełną świadomością zjesz kęs jabłka, będziesz wiedzieć więcej o uważności, niż po przeczytaniu pięciu nawet najlepszych pozycji na jej temat. Dlatego zresztą ośmiotygodniowy kurs MBSR zaczyna się od ćwiczenia z rodzynką, a nie od wykładu, czym jest mindfulness. Potem przez całe osiem tygodni można się wciąż do tego pierwszego doświadczenia odwoływać, spoglądając na nie z coraz to nowej perspektywy. Serio. W tej osławionej rodzynce Kabat-Zinna doświadczamy tylu wymiarów rzeczywistości, tylu wymiarów życia w samej jego istocie, tylu sposobów działania naszego umysłu, że głowa mała! A skoro już o głowie mowa… intelektualizacja wcale nie służy uważności. A czytanie zamyka nas często w „klatce głowy” – w schematycznym, bezpiecznym myśleniu, które jest domeną umysłu. Ile zresztą przeczytaliście w swoim życiu Bardzo Mądrych Książek, których idee Was zachwyciły, ba!, nawet zmusiły do refleksji i… na tym się skończyło? Być może nawet czułaś/czułeś, że TO może zmienić Twoje życie, ale zabrakło czasu/wytrwałości/odwagi czy czegoś innego, żeby po prostu wdrożyć TO w życie…

Praktyka a książki o uważności

Pewnie już zauważyliście, że kiedy mówimy o ćwiczeniach uważności, określamy je mianem praktyki. Teraz już wiecie dlaczego. Dość już teorii (która nie przekłada się na nasze życie), czas na praktykę! Zatem jeśli naprawdę chcesz się dowiedzieć, czym jest mindfulness, poszukaj otwartej praktyki grupowej blisko Ciebie. Niektórzy nauczyciele MBSR (i innych programów opartych na uważności) przed otwarciem nowego kursu organizują spotkanie wprowadzające dla zainteresowanych (często bezpłatne). Nauczyciel-praktyk chętnie też odpowie na Twoje pytania i wątpliwości lub naprowadzi Cię na odpowiedzi, które masz już w sobie. Jeżeli mieszkasz w dużym mieście, poszukaj, a prawie na pewno coś znajdziesz. No a jeśli nie?… Ekhm, no cóż… to może sięgnij po książkę? 😉 Polecam książkę Williamsa i Penmana nie tylko dlatego, że podoba mi się ich sposób narracji. Są różni ludzie i niektórym pewnie będzie bliższy sposób, w jaki mówi o uważności choćby Thích Nhất Hạnh w „Cudzie uważności” czy Jon Kabat-Zinn w „Gdziekolwiek jesteś, bądź”. Atutem „Mindfulness. Trening uważności” jest płyta z nagraniami medytacji. I to fachowymi nagraniami, które lektorka, Dagmara Gmitrzak, czyta głosem spokojnym i „konkretnym”, bez niepotrzebnego pseudonatchnienia i hipnotycznego zaśpiewu. Zatem jak widzisz, nawet kiedy polecam książkę, to taką, z którą łatwo jest praktykować.

Jeżeli więc kiełkuje w Tobie zainteresowanie uważnością, wiesz już, co robić: praktykuj, zamiast teoretyzować. Doświadczaj, zamiast (tylko) czytać. (Zajrzyj także do moich propozycji.) Kiedy poczujesz potencjał, jaki drzemie w praktyce, idź na kurs ośmiotygodniowy, a to dopiero stanie się trampoliną do realnego wprowadzenia mindfulness w życie. Tylko uważaj: może się okazać, że wtedy to życie zacznie się zmieniać. Nie mów, że nie ostrzegałam!

Ps.: Teraz jest super okazja, żeby podoświadczać medytacji uważności: w grudniu na Facebooku poprowadzę „wyzwanie” medytacyjne – od poniedziałku do piątku krótka medytacja na żywo. Co Ty na to? 🙂