Ciekawość – najlepszy sposób na rutynę codzienności

sposób na nudę

Czy życie nie wydaje ci się generalnie nudne? Czy powtarzalność dni, tygodni i lat nie przyprawia cię o mdłości? Ciągle te same obowiązki, ta sama trasa do pracy, rutyna codzienności, to samo „Kupiłeś mleko?” i „Idę wyrzucić śmieci.”, nawet błędy i nałogi często te same. Może gdybyś był młodszy, gdybyś miała więcej pieniędzy, gdybyście mieszkali na Karaibach, życie byłoby ciekawsze, ale tu i teraz?

 

Sposób na nudę życia

Tymczasem ile razy mówisz: „już to widziałem”, „już to słyszałam”, „już to wiem”, zamykasz się na bogactwo życia. Bo przecież każda chwila jest inna i niepowtarzalna, i tylko od ciebie zależy, czy podejdziesz do niej z ciekawością czy nie. Tak właśnie. Nic nie jest ciekawe albo nudne samo z siebie, to tylko kwestia twojej otwartości. Lub skostnienia. Czy zdarzyło ci się kiedyś słuchać fascynującego wykładu na „nudny” temat? No, właśnie. „Piękno jest w oczach patrzącego.”

Przypomnij sobie: jaka ciekawa była biedronka chodząca po źdźble trawy, jak fascynujący był kawałek rozbitej butelki odbijający światło, jak można było godzinami wpatrywać się w chmury na niebie albo krople deszczu płynące po szybie. Pamiętasz?… Wcale cię nie namawiam, żebyś nagle zdziecinniał, zachęcam cię tylko do odnalezienia tego dziecka w sobie, bo dziecko i ciekawość to wyrazy niemal bliskoznaczne. Gdzie ono się podziało?

 

Szufladki i schematy

W porządku, widzieliśmy już tysiące biedronek i nauczyliśmy się je etykietkować: „biedronka”. Biegniemy dalej, bo w naszym dorosłym słowniku inne słowa stały się ważniejsze. Nasz nieoceniony umysł kataloguje miliony naszych doświadczeń, wkłada je do szufladek i zamyka w wygodnych schematach, które pozwalają nam ustalać priorytety i tworzyć harmonogramy. Nasz umysł chce jak najlepiej: próbuje dla nas uporządkować i oswoić ten skomplikowany świat. Tylko… nie ma w nim zwykle zbyt dużo miejsca dla biedronek. Gorzej nawet: potrzeba bezpieczeństwa zamyka nas czasem także na nowe, ciekawe doświadczenia. Pewna bliska mi osoba jada tylko to, co zna. Kiedy proponuję jej, by poeksperymentowała z nowymi smakami, z góry stwierdza, że to jest „obrzydliwe” – to poniekąd wygodne, nie musi nawet próbować, bo wie…

Ja sama o mało nie przegapiłam przygody życia, bo kiedy znajomi namawiali mnie, żebym posmakowała tanga, nie miałam na to ochoty. Moje wyobrażenie o tangu było zupełnie nieciekawe. I – jak się okazało – całkowicie fałszywe. Trzeba było odłożyć na chwilę uprzedzenia na półkę i… spróbować. Powiedzmy otwarcie, że miałam szczęście, bo zafascynowałam się tangiem od razu, ale nie zawsze i nie ze wszystkim tak bywa. Czasem warto próbować wiele razy i wtedy szczególnie przydaje nam się świeże spojrzenie wolne od uprzedzeń: może zdarzyło ci się kiedyś w szkole, że jakieś trudne zagadnienie zrozumiałeś dopiero przy którymś powtórzeniu? Tak bywa przecież i potem: powtarzamy jak mantry jakieś „prawdy życiowe”, wierząc nawet głęboko w ich prawdziwość, a jednak dopiero za którymś razem dociera do nas, co to właściwie znaczy…

 

Ciekawość i otwartość dziecka

Więc odszukaj w sobie tę ciekawość i otwartość dziecka, które nie wie, które bada, które całe jest w tym, co akurat poznaje. Twój umysł dorosłego może się początkowo buntować, ale wiedz, że nie musisz go zawsze słuchać. Pozwól sobie na bycie mniej poważnym i zobacz, co się stanie. Eksperymentuj. Spróbuj czegoś nowego. I spróbuj na nowo czegoś starego, pozornie znanego. Możesz się zdziwić. I znaleźć w tym zadziwieniu coś zagubionego, co nazywa się życiem.

Tak pisała o tym ostatnio przygotowując swój kolejny kurs MBSR Zuza Ziomecka, dziennikarka i nauczycielka uważności: „Żyjemy w wyjątkowych czasach. Fascynujących w bogactwie możliwości, ale również niebezpiecznych. Strasznie łatwo się zagapić – przeoczyć ważne zakręty, zgubić sens, stracić kontakt z bliskimi i ze sobą. Złapać się nagle na przebieraniu nogami w miejscu, do którego się nigdy nie zamierzało dotrzeć. Dlatego uczę uważności. Jest łagodnym, ale i skutecznym hamulcem. Łapie nas w przelocie i zaprasza z powrotem do jakości, którą większość z nas utraciło w drodze do dorosłości. Wtedy, kiedy było więcej czasu na wszystko, kiedy wszystkie relacje były prawdziwe i nikt nie oczekiwał, że już będziemy znali znaczenie i sens wszystkiego, tylko z ciekawością i bez pośpiechu sobie go szukali. Pamiętacie?”

Czy zdarzyło Ci się w dorosłym życiu na nowo odkryć dziecięcą radość życia? Pamiętasz jakieś szczególne okoliczności? Opowiedz mi, proszę, w komentarzu. 🙂