Akceptacja, czyli o mówieniu życiu „tak”

Nie tak miało być. Miałam mieć w tym roku w szkole tylko pięć godzin wiedzy o kulturze. To efekt reformy, bo w nowym liceum (po podstawówce) już nie ma tego przedmiotu. Wiedziałam o tym od dawna, więc byłam przygotowana na mało pracy, mało pieniędzy z tego źródła i sporo czasu, który będę mogła zainwestować w Stację. A we czwartek przed rozpoczęciem roku szkolnego się okazało, że Huston, mamy problem: koleżanka miała mały wypadek, jest na zwolnieniu, a ja tymczasowo przejmuję wychowawstwo w pierwszej klasie i pięć godzin polskiego. Tymczasowo to znaczy na tydzień… no, może dwa tygodnie… ewentualnie dwa miesiące. Mogę oczywiście tupać nóżkami, robić sceny czy się użalać nad sobą, ale przecież to jeden z takich niespodziewanych zwrotów, które zdarzają nam się w życiu bez przerwy. Nawet mądrość ludowa mówi: Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. I my to wiemy – gdzieś bardzo głęboko w środku, bo kiedy spytałam w tej nie-swojej klasie na godzinie wychowawczej, czy wiedzą, dlaczego nie warto walczyć z rzeczywistością (mówiliśmy akurat o wewnętrznym krytyku), to Gabrysia, lat 16, wzruszyła ramionami i powiedziała: „Bo ona i tak już jest.”

W stronę mądrości

Mimo tej wiedzy nie zawsze nam łatwo przychodzi akceptacja tego, co nas spotyka. Samo słowo „akceptacja” często wywołuje bunt: no bo jak to?! Mam się zgadzać na wszystko? Także na to, co mi nie służy? Chcemy działać, chcemy zmieniać naszą rzeczywistość, chcemy być po prostu aktywnymi uczestnikami własnego życia. I to jest zupełnie w porządku. Jednak warto przypomnieć sobie wtedy do głębi piękną i mądrą „modlitwę o pogodę ducha” (Serenity Prayer):

Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Codzienne zmagania

Tę mądrość zdobywamy do końca życia, ale niejednokrotnie i tak buntujemy się jak trzyletnie dzieci: nie chcę tego! Dlaczego znów pada? Nie chcę pisać tego protokołu! (To ja… 😉 ) Dlaczego znów uciekł mi autobus? Nie chcę mieć kataru! I wiecie co? Uważam, że to też jest OK, jeśli trwa jedynie chwilę, a my uśmiechniemy się, uznamy w sobie opór przed tym, co wydaje nam się nieprzyjemne, utulimy tego trzylatka w sobie, zapytamy, jak możemy go wesprzeć i pójdziemy dalej. Jeśli utkniemy w tym oporze, będziemy cierpieć coraz bardziej i bardziej, będziemy tracili energię na walkę z rzeczywistością i może nam jej zabraknąć, żeby stawić jej czoła. Wiem, co mówię: ja przez lata tak miałam właśnie z pisaniem protokołów z rad pedagogicznych. 😉 Możemy wreszcie przegapić inne elementy tej samej rzeczywistości, bo koncentrujemy się tylko na negatywach (typowe „widzenie tunelowe” w stresie). Sama świadomość, że mam wybór, jak podejdę do tego, co mnie spotyka, potrafi być wyzwalająca.

Umyślnie w poprzednim akapicie podałam przykłady trywialnych sytuacji, przeciw którym się buntujemy na co dzień (och, jestem przekonana, że przyszło Ci na myśl kilka własnych!). Zauważ, że zachęcam Cię do okazania sobie współczucia i życzliwości, a nie jedynie do zaciskania zębów. Ćwiczenie się w życzliwości wobec siebie bardzo się przyda, kiedy przyjdą chwile dużo większego bólu. A przyjdą na pewno… O tym jednak napiszę następnym razem.

Akceptacja. Prawda. Odpowiedzialność.

Bo akceptacja wiąże się z życzliwością i współczuciem (compassion). Tak samo jak wiąże się z uznawaniem prawdy o sobie i otaczającej nas rzeczywistości (Tak, pada deszcz. Nie mogę tego zmienić. Czuję irytację. Irytacja jest OK, ale takie poddenerwowanie mi teraz nie służy.). I tak samo jak wiąże się z braniem odpowiedzialności za konsekwencje naszych decyzji (Tak, boli mnie ząb. Rwie i świdruje. Mogę wziąć środek przeciwbólowy. Ale rozwiązaniem jest wizyta u dentysty. Nie lubię tego. Czuję lęk… Ale nie uniknę bólu, unikając dentysty.) Jon Kabat-Zinn pisze: „Akceptacja, o jakiej mówimy, oznacza po prostu, że musicie chcieć postrzegać rzeczy takimi, jakie są. To nastawienie pozwala na właściwe działanie w życiu, niezależnie od okoliczności. Kiedy macie jasny obraz tego, co się dzieje, lepiej wiecie, co robić, i działacie z większym wewnętrznym zaangażowaniem niż wtedy, kiedy wzrok zasnuwają wam samoosądy, pragnienia, obawy i uprzedzenia umysłu.” (Życie – piękna katastrofa)

Twoje „tak” i Twoje „nie”

Akceptacja. Prawda. Odpowiedzialność. To właśnie mówienie „tak” życiu. Życiu takiemu, jakie jest naprawdę, jakie rozgrywa się przed naszymi oczyma i wewnątrz nas, a nie jakie chcielibyśmy, żeby było. Sprawdź, czy już teraz możesz powiedzieć „tak” swojej przeszłości – temu, jaka była i temu, że minęła; czy możesz powiedzieć „tak” swojemu ciału – takiemu, jakie jest z jego wyglądem, sprawnością, zdrowiem; czy możesz powiedzieć „tak” swoim potrzebom, swoim uczuciom i emocjom, które pojawiają się w różnych życiowych sytuacjach… a jeśli czujesz, że nie… to czy możesz powiedzieć „tak” oporowi, który budzi się w Tobie, czy możesz powiedzieć „tak” swojemu „nie”?… Ono przecież także jest częścią Twojego doświadczenia.

Dodaj komentarz